Szajbajk – czyli „Czy temu jegomościu w słusznym wieku wypada mieć internetową rower-szajbę?”

Z „dobrodziejstw” internetu korzystam niemalże od początków istnienia powszechnego dostępu w Polsce, czyli od roku 1996. Początkowo było biednie, oj biednie… Nie dość, że modem oferował mi zawrotny transfer 33,6 Kb/s, to istniejąca wtedy infrastruktura telekomunikacyjna często skutecznie go ograniczała. Do tego dochodziły pamięci masowe o dość skromnych rozmiarach, co w sumie sprawiało, że zasobami serwerów administrowano bardzo skrupulatnie, a i brano pod uwagę możliwości użytkowników dzielnie „wiszących” na liniach telefonicznych. Dlatego podstawą komunikacji społecznej był usenet – system grup dyskusyjnych, bazujący na wiadomościach tekstowych przechowywanych na serwerach „news”. Klient news (program-czytnik) pobierał wiadomości z subskrybowanych grup tematycznych, po czym można było się rozłączyć i przeglądać offline, odpowiadać i hurtem wysyłać swoje odpowiedzi przy kolejnym modemowym połączeniu.

Jedną moich z ulubionych grup dyskusyjnych w tym czasie była pl.rec.rowery. Odkąd pamiętam, zawsze więcej czytałem niż pisałem, ale coś tam się zawsze gaworzyło. I trzeba przyznać jedno – z uwagi między innymi na fakt, iż dostęp do internetu był wtedy jeszcze w pewnym sensie „elitarny”, użytkownicy grup dyskusyjnych trzymali dość wysoki poziom. Za nieprzestrzeganie netykiety można było dostać „bana”, a już na pewno zostało się zruganym przez pozostałych.

Niestety po pewnym czasie spędzonym w usenecie dało się zauważyć, że dyskusje są dość jałowe. Nie było dnia bez kłótni o wyższość jednego typu sprzętu nad drugim czy pytań „który rower lepszy do XC?”. Do tego pokazy, jak to często określam, „kto ma dłuższego”… czyli „na czym jeździcie?”. Gdzieś tam więc fascynacja dobrodziejstwami internetu minęła, bo i rozmowy na dobrą sprawę w koło macieju o tym samym, i poziom wypowiedzi wraz z powszechnością dostępu zaczął drastycznie spadać. Ostatni raz więc zajrzałem na pl.rec.rowery w 2006 roku… Zresztą usenet zaczął już wtedy mocno tracić na znaczeniu – rozwój infrastruktury teleinformatycznej i narzędzi do tworzenia dynamicznych stron www dały zupełnie nowe możliwości komunikacji, przez co zaczęły królować wszelkiego rodzaju „fora”, aż nastała era mediów społecznościowych. I co? I znów „który rower lepszy…?”, „na jakim sprzęcie jeździcie?”, „mój rower jest mojszy niż twojszy!”… tyle, że dodatkowo można dostać tekstem „idź się je…ać”. A to wraz z posuwającym czasem sprawiło, że przeszła mi ochota na wszelkiego rodzaju dyskusje.

Ostatnio jednak trafiłem na kanał Szajbajk na Youtube. Od razu powiem, że „jutuberstwo” mnie totalnie odrzuca – w większości przypadków jest nastawione na „autopromocję” delikwenta produkującego się przed kamerą, przez co na 10 minut filmu rzeczowe wiadomości zajmują może 2 minuty. Dodatkowo naprawdę niewiele osób potrafi się składnie i płynnie wypowiadać, a co ważniejsze, przygotować przemyślany „scenariusz”. Dlatego wolę słowo pisane, a do tego parę przyzwoitych zdjęć. Niemniej Szajbajk potrafił przykuć mą uwagę. Nawet jeśli wiele rzeczy mi tam nie odpowiada, jak chociażby nadużywanie zwrotów angielskojęzycznych czy modne od jakiegoś czasu „gadki motywujące”, to znajdziemy bardzo dużo rzeczowych informacji i wyważonych opinii.

Choć autor jest mniej więcej w moim wieku, sposób „prowadzenia narracji” wskazuje na chęć dotarcia głównie do ludzi dużo młodszych. Wprawdzie taka „nawijka” w ustach człowieka zbliżającego się do czterdziechy brzmi tak sobie… ale może po prostu dziś się inaczej nie da dotrzeć do młodzieży. Czyli ogólnie jest nieźle, zwłaszcza że duża ilość naprawdę istotnych informacji pozwala sprowadzić wszystkich zapaleńców na „właściwą drogę”. Za najważniejszą myśl można chyba uznać tę, że to nie sprzęt buduje formę kolarza i wygrywa zawody – on tylko pomaga. A jeśli tylko chcemy jeździć, nic nam w tym nie przeszkodzi.

6 thoughts on “Szajbajk – czyli „Czy temu jegomościu w słusznym wieku wypada mieć internetową rower-szajbę?”

  1. Siema,

    dzięki za wzmiankę o moim kanale. Jeżeli chodzi o grupę ludzi, do której chcę dotrzeć, to takowej w zasadzie nie obrałem. Mam ochotę dotrzeć do wszystkich, przy okazji trochę żartując sobie z polskiego stereotypu „starszego” człowieka zbliżającego się do czterdziestki.

    Pozdrawiam,
    Danielski

    1. Ja mam 53 lata i do mnie Szajbajk jak najbardziej dociera ;-)) (jeżdżę na MTB od 1989 roku)
      Co więcej uważam kanał Szajbajka za jeden z najlepszych, nie tylko polskojęzycznych.

  2. Moje zasiane perfidnie w tytule wątpliwości, czy i co „starszemu” człowiekowi wypada, a co już nie do końca, są trochę z przymrużeniem oka i w dodatku naciągane (przez naukę zwaną analogią: temu misiu – temu jegomościu ;) ). Sama szajba na punkcie roweru (kiedyś mawiano, że „cykloza” ;) ) jest na pewno pozytywna niezależnie od wieku (a im jestem starszy, tym większa to prawda ;) ). Natomiast forma przekazu w postaci filmów jednak – póki co – będzie bardziej przyciągać młodszych. Ale to się zmienia. A czy to źle, czy dobrze, to już jest temat na głębszą i obszerniejszą rozprawę, może i naukową.

    Co do samego kanału i tego, co na nim prezentujesz, to w porównaniu do innych jakość przekazu jest powalająca. W moim przypadku istotna jest przede wszystkim rzeczowość i ogólnie pojęta kultura wypowiedzi (niestety powszechnie różnie z tym bywa). No i kwestie „automarketingowe” nie powinny dominować nad tematem przewodnim, choć mam świadomość, że nie ma nic za darmo i człowiek udzielający się publicznie też chce coś z tego mieć. ;) No i czasem jakiś żarcik… (w stylu „łosz ty dziadu!” do przewracającego się roweru ;) )

  3. Mam 45lat i domie też szajbajk jak najbardziej dociera jeżdżę na rowerze od 1978r. Pozdrawiam serdecznie kanał szajbajk Rafał UK

  4. Oglądam kanał od ok.roku. W sumie wciągnął mnie 16to letni syn (ale moim sukcesem jest, że w rowery wciągnąłem syna JA :).
    44 wiosen na karku, a wciąż a szaleństwa MTB-Enduro nakręcają nas coraz bardziej.
    Chwila wolnego i pogoda akceptowalna na rower – i śmigamy po bliższej i dalszej okolicy.
    W tym roku syn zrobił swoją pierwszą setkę na rowerze i jest z tego dumny (a ja z niego, że dał radę).

    Patrząc się natomiast na dużo młodszych kolegów w biurze – powiem jedno: tragedia jeśli chodzi o jakikolwiek ruch.
    Z synem jeżdzimy na narty, skiturujemy, biegówki, łyżwy, w lecie pływamy na windsurfingu, jeździmy cały rok na rowerach – niestety nie mam tu tematów wspólnych z kolegami o 10 lat młodszymi ode mnie. Dla nich liczy się TV/film, konsola i pewnie czas przy grilu.

    Szajbajka cenię za to, że się sam nie promuje a próbuje przekazać swoją wiedzę i doświadczenie + testy różnych produktó (i to nie takie sponsorowane). Spotkałem Szajbajka na ostatnich Targach Rowerowych w Kielcach – ale jakoś tak niezręcznie było mi podejść i powiedzieć czejść :/
    Za to z przyjemnością obejrzę kolejny odcinek – nawet o trenażerach, choć mnie to na tą chwilę średnio interesuje (ale przynajmniej wiem o co w tym wszystkim chodzi).

    1. Mnie też do rowerowania wciągnął ojciec, na moich oczach – czterolatka – remontował dla mnie rowerek, który przeszedł przez wszystkie dzieci w rodzinie. Była rozbiórka na części pierwsze, czyszczenie ramy, malowanie, wymiana łożysk, przegląd wolnobiegu itd. Później, jak już miałem z 10 lat, zacząłem sobie wszystko robić sam. Ale nie każdy ma rodziców, którzy mu coś tam pokażą, i tu jest właśnie „przestrzeń” idealnie zagospodarowana przez Daniela.

      Co do podejścia ludzi do ruchu, to chyba jest jednak lepiej, niż jeszcze z 10 lat temu. Przeciętnie jadąc z tobołem po naszej części Karpat wzbudzałem sensację, a znajomi patrzyli czasem na mnie z politowaniem. Teraz… no jest moda. Odrobinę na „sakwiarstwo” (kiedyś takich terminów nie było ;) ), ostatnio też na „szosę” (kiedyś człowiek na szosówce wzbudzał w jedynie słusznym kolarstwie górskim szydercze uśmiechy, a teraz ludzie mają po dwa rowery). No i oczywiście bieganie. Jedynie słuszne! Bo jak biegasz, to musisz być fajny! ;) Ale dziś, jak temperatura w ciągu tygodnia spadła o 20 stopni, na moim pobliskim „pojezierzu” mijałem tylko trzech facetów i dwie kobitki… Czyli moda modą, a „zimność” żywiołem wielkim jest! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code