Krótko o właściwościach akustycznych „knajp”, a raczej ich braku.

Dziś, jak przystało na mnie – pierwszego mruka i mamrota w okolicy – wpis mocno narzekający. ;) Bowiem po „paru” latach grywania w przeróżnych miejscach doszedłem do wniosku, iż temat zjawisk akustycznych w pomieszczeniach zamkniętych nie dość, że właścicielom wszelkiej maści lokali nie jest do dzisiaj znany, to chyba nigdy już znany nie będzie, jak się go wielkim młotem do głowy nie wbije. ;)

Zacznijmy od tego, że akustyka – obejmująca podzbiór zjawisk falowych – jest działem fizyki rozległym i dość trudnym do pobieżnego choćby zrozumienia dla przeciętnego człowieka. Wprawdzie w szkole każdy teoretycznie uczył się podstaw dotyczących ruchu falowego, ale powiedzmy sobie szczerze – większość załatwiała tę kwestię według „starej jak świat” zasady 3Z, a poza tym były to naprawdę podstawy.  Utrudnieniem w zrozumieniu, co się dzieje w zamkniętej przestrzeni z dźwiękiem jest to, że właściwości rozchodzenia się fal dźwiękowych drastycznie zmieniają się wraz ze zmianą częstotliwości. A jeśli dodać fakt, iż każde pomieszczenie ma charakterystyczne dla siebie właściwości akustyczne – ze względu na wymiary, kształt, ukształtowanie powierzchni wewnętrznej o rodzaj materiałów budowlanych i wykończeniowych w nim użytych – to sytuacja zaczyna przypominać popularny niegdyś czeski film „Nikt nic nie wie”.

O tym, że „oberżyści” – jak swego czasu ich nazwał Wojtek Pilichowski –  w kwestiach akustyki pomieszczeń urwali się z czeskiego filmu, przekonałem się dawno. Niezależnie, czy mówimy o domach weselnych, eleganckich restauracjach, w których odbywają się przyjęcia i bankiety, czy – o zgrozo – tak zwanych „klubach muzycznych”, w większości przypadków będzie tak samo – gołe ściany, podłoga w kaflach, pomieszczenia w kształcie prostopadłościanu oraz zero kotar i elementów rozpraszających dźwięk. Tymczasem taka właśnie „konfiguracja” jest najgorszym możliwym przypadkiem. W dodatku miejsce dla zespołu przeważnie jest bezpośrednio pod ścianą (najczęściej ze względu na małą przestrzeń muzycy są wręcz doń przyklejeni), więc nie ma siły – zamiast dobrego brzmienia będzie kicha.

Choć teoria jest dość zawiła, stosując wiele uproszczeń można w skrócie określić, co ma wpływ na selektywność (czytelność) rozchodzącego się dźwięku i podjąć pierwsze, lecz znaczące kroki na drodze do poprawienia akustyki pomieszczenia. Zacznijmy od tego, że w pomieszczeniu zawsze do słuchacza dociera dźwięk bezpośrednio ze źródła (np. głośnika), oraz dźwięki odbite od wszystkich powierzchni. Można śmiało powiedzieć, iż o selektywności decyduje proporcja dźwięku bezpośredniego do dźwięków odbitych – przeciętnie im uda się uzyskać większą, tym lepiej (ponieważ odbić w normalnych „knajpianych” warunkach, nie da się całkowicie wyeliminować, można tę zasadę przyjąć za słuszną). Same odbicia natomiast dzielimy na pierwsze – docierające do słuchacza po pierwszym odbiciu od ściany, sufitu, podłogi – wczesne oraz późne. W małej ilości pierwsze, jeśli nie mają zbyt dużego opóźnienia czasowego, mogą dawać wrażenie wzmocnienia dźwięku bezpośredniego, wczesne decydują o jego przestrzenności, późne odpowiadają za pogłos. Dlatego też całkowite wyeliminowanie odbić dałoby subiektywnie bardzo złe wrażenie akustyczne. Ponieważ jednak w większości przypadków sale mają zbyt wysoki poziom odbić, lepiej nawet przesadzić z ich eliminacją, niż udawać, iż problem nie istnieje. Zwłaszcza że obecnie nawet tanie miksery czy zestawy nagłośnieniowe posiadają podstawowy procesor pogłosowy, którym można uzupełnić braki pomieszczenia.

Aby zmniejszyć poziom odbić należy stosować odpowiednie materiały budowlano-wykończeniowe, dzięki którym fale dźwiękowe będą pochłaniane (część energii zostanie pochłonięta, a reszta odbita) oraz rozpraszane (fale zostaną odbite w wielu kierunkach, przez co ich energia ulega równomiernemu rozproszeniu w przestrzeni). Spotyka się na przykład fragmenty bądź całe ściany wykończone pustakami ceramicznymi, ułożonymi porowatą stroną do lica ściany, czasem z pustą przestrzenią między nimi a ścianą właściwą lub wypełnioną wełną mineralną. Popularne stają się też panele tłumiąco-rozpraszające, umieszczane na ścianach – droższe gotowe oraz własnej roboty, tanie i proste w wykonaniu z drewnianej ramy wypełnionej wełną mineralną, pokryte materiałem obiciowym współgrającym z wystrojem pomieszczenia. I wreszcie wszelkiego typu kotary z gęstej tkaniny. Stosując powyższe zabiegi pomieszczenie wcale nie musi stracić na wyglądzie, a już z pewnością w przypadku, gdy w lokalu króluje goły, pomalowany jedynie „karton-gips”.

Kolejnym problemem jest rezonans własny pomieszczeń, wynikający z ich rozmiarów i kształtów, oraz związane z nim zjawisko powstawania fal stojących. W skrócie można powiedzieć, że dochodzi do selektywnych wzmocnień konkretnych częstotliwości, których wartość jest ściśle powiązana z wymiarami (dla ciekawskich informacja na temat podstawowych obliczeń w Wikipedii), co skutkuje „podbarwianiem” dźwięku, a w skrajnych przypadkach dokuczliwym dudnieniem. Najgorszym przypadkiem są prostopadłościenne pomieszczenia, których wymiary są swoją wielokrotnością bądź mają stosunek 1:1,5. W takich sytuacjach rezonanse powstające między kolejnymi równoległymi płaszczyznami nakładają się, powodując dodatkowe wzmocnienia. W przypadku pracy z systemem nagłośnieniowym często z tego między innymi powodu dochodzi do uciążliwych sprzężeń.

Innym powodem sprzężeń są wspomniane wcześniej odbicia w powiązaniu z umieszczeniem wykonawców bezpośrednio pod ścianą, najczęściej gołą i gładką. Dźwięk wydobywający się z monitorów odsłuchowych, umieszczonych przed zespołem na podłodze i skierowanych w stronę muzyków, odbija się intensywnie od ściany z tyłu i sufitu. Nie dość, że wpada wtedy bardzo szybko wprost w mikrofony, powodując w najlepszym wypadku „przesłuchy” z toru odsłuchowego, to jeszcze kieruje się w stronę sali. Niestety w stosunku do dźwięku z głównego nagłośnienia jest on już opóźniony i powoduje utratę czytelności. Żeby więc ją choć odrobinę poprawić, dodaje się „mocy” na „przodzie”, ale że muzycy z powodu zwiększenia głośności w całym pomieszczeniu przestają się słyszeć z odsłuchów, to zwiększają ich głośność… i tak do wystąpienia sprzężeń.

By zapobiec podobnym sytuacjom należy między innymi „sadzać” wykonawców w większej przestrzeni. Ponieważ najczęściej nie ma takiej możliwości, wypadałoby chociaż (a warto to zrobić zawsze) powiesić z tyłu grubą i ciężką kotarę, również na ścianach bocznych, jeśli otaczają bezpośrednio „scenę”. Wbrew pozorom taki zabieg przyniesie bardzo dużą poprawę. I jeszcze jedna rzecz – jeśli na „scenie” jest podest, niechaj nie będzie on zamkniętą i pustą w środku komorą, bo będzie również rezonował – jak pomieszczenie czy instrument z pudłem rezonansowym (jak już nie ma innego wyjścia, najlepiej wrzucić tam wywrotkę piachu).

Cały ten wywód, chociaż i tak jedynie powierzchownie traktujący problem, sprowokowany został jakiś czas temu stwierdzeniem pewnej niewiasty, iż marne warunki akustyczne oraz to, jak sobie – jako zespół – z tym fantem poradzimy, jest naszą sprawą. Otóż Drodzy Państwo, to nie jest wyłącznie nasza sprawa, ale wszystkich – zespołu, właściciela sali i organizatora imprezy. Niezależnie, czy chodzi o wesele, bankiet czy koncert, zawsze należy zadbać o jak najlepsze warunki akustyczne lokalu, w którym odbywa się impreza. Bowiem odbiorcy – czy będzie nim gość na przyjęciu, czy słuchacz na koncercie – należy się ta odrobina szacunku wyrażona poprzez pozytywne wrażenia słuchowe. Co z pewnością wszystkim się opłaci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

code