Tanio, szybko i solidnie – czyli rowerem w Bieszczady

Na początek wypada zagaić… W samym środku zimy „naszło mnie”, żeby wspomnieć o zeszłorocznym letnim wypadzie w Bieszczady. Można powiedzieć, że jest to z mojej strony działanie trochę spod szyldu „na te mrozy, na te śniegi kupcie se gorące cegły!” (jak to darł się na bazarze Francik Buła, sprzedając grzane na piecu cegły, którymi handlarze ratowali się przed odmrożeniami). I choć wobec nawału relacji z wypraw w najdalsze zakątki świata moje „bieszczadowanie rowerem” jest niczym, Więcej …