Komentując Szajbajka… czyli trochę o sprzętomanii i „apgrejdach”, korbikach oraz trybikach.

Zerkając od czasu do czasu na „produkcje filmowe” kolegi Daniela od Szajbajków, niejednokrotnie mam ochotę coś tam od siebie dorzucić, albo – jeszcze lepiej – skrytykować. Bo co jak co, ale krytykanctwo to sport pierwsza klasa! ;) Tyle że w komentarzach pod filmami, a przede wszystkim w ich liczbie oraz nierzadko „wojnie” pomiędzy komentującymi, wszelkie uwagi mniej lub bardziej, ale jednak przepadną. A tutaj sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem… panem, władcą oraz zarządcą na mym Więcej …

Tanio, szybko i solidnie – czyli rowerem w Bieszczady

Na początek wypada zagaić… W samym środku zimy „naszło mnie”, żeby wspomnieć o zeszłorocznym letnim wypadzie w Bieszczady. Można powiedzieć, że jest to z mojej strony działanie trochę spod szyldu „na te mrozy, na te śniegi kupcie se gorące cegły!” (jak to darł się na bazarze Francik Buła, sprzedając grzane na piecu cegły, którymi handlarze ratowali się przed odmrożeniami). I choć wobec nawału relacji z wypraw w najdalsze zakątki świata moje „bieszczadowanie rowerem” jest niczym, Więcej …

Szajbajk – czyli „Czy temu jegomościu w słusznym wieku wypada mieć internetową rower-szajbę?”

Z „dobrodziejstw” internetu korzystam niemalże od początków istnienia powszechnego dostępu w Polsce, czyli od roku 1996. Początkowo było biednie, oj biednie… Nie dość, że modem oferował mi zawrotny transfer 33,6 Kb/s, to istniejąca wtedy infrastruktura telekomunikacyjna często skutecznie go ograniczała. Do tego dochodziły pamięci masowe o dość skromnych rozmiarach, co w sumie sprawiało, że zasobami serwerów administrowano bardzo skrupulatnie, a i brano pod uwagę możliwości użytkowników dzielnie „wiszących” na liniach telefonicznych. Dlatego podstawą komunikacji społecznej Więcej …